niedziela, 19 marca 2017

Jeszcze o Gardenii 2017

Wiedziałam, że jeśli szybko nie napiszę o Gardenii, to później ciężko będzie mi się za to zabrać. Zwłaszcza, że wiosna wreszcie zaszczyciła swoją obecnością i mimo, że nadal zimno jak diabli, trudno mnie wyciągnąć z ogródka. A jak już mi się uda wrócić do domu to trzeba robić rozsadę. No dobrze, nie trzeba, ale przecież można :). I tak sobie teraz myślę, że pewnie o Gardenii wiecie już wszystko, bo blogerskie relacje pojawiały się w sieci jak grzyby po deszczu. Wiele z nich było naprawdę znakomitych, a każdy kto na targach nie był, dzięki blogerom mógł je sobie dokładnie obejrzeć. Dlatego zaraz po powrocie z Gardenii skupiłam się na tym, co dla mnie na targach było ważne (czyli propozycje dla miejskiego ogrodnika i ogrody pokazowe), a żeby jakoś spożytkować nieskończoną liczbę zdjęć wymyśliłam sobie serię Podpatrzone na Gardenii, która pojawia się na  stronie Wolniej, tu i teraz na Facebooku. Kto ma FB i ochotę, niech zagląda. Jeszcze przez jakiś czas będę się tam dzielić tym, co przykuło moją uwagę.

Jakoś modne w tym roku zrobiło się pisanie krytycznie o Gardenii: że rozczarowała, że nie spełnia oczekiwań, że daleko jej do podobnych targów na zachodzie Europy, że nie kreuje trendów, że kicz i schlebianie niskim gustom, że zwiedzający to intruzi, a wystawcom chodzi tylko o interesy... I jest w tym ziarenko prawdy, ale myślę sobie, że Gardenia to po prostu targi na miarę naszych możliwości, świetne odzwierciedleniem tego, jak wygląda dziś nasz kraj. Gdzieś tam wystawcy próbują być na czasie, ale bez przekonania i nie wszyscy. Bywają inspirujące i pięknie zaaranżowane stoiska, ale wiele wygląda byle jak, albo identycznie jak w zeszłym roku. Bo i po co się starać, skoro i tak najlepiej się sprzeda to, co lubią "Janusze i Grażyny". Business is business, a jakoś trzeba się w tej branży utrzymać.

W zasadzie jeżdżenie na Gardenię co roku dla samych targów średnio miałoby sens. Dla mnie osobiście jest jednak jeden podstawowy powód dla którego chciało mi się kolejny raz wsiąść w pociąg do Poznania - ludzie, tak jak ja zakochani w ogrodnictwie i niezwykłe blogowe przyjaźnie. Kiedy w 2014 roku zaczynałam pisać, nie przypuszczałam, że przyjdzie mi kiedyś jechać przez pół Polski, żeby spotkać się z kimś poznanym dzięki "internetowemu pamiętnikowi". A dzisiaj o mojej Gardenii tak naprawdę możecie przeczytać na blogu Brzezina Moja. W zasadzie mogłabym powtórzyć wszystko, co napisała Ankha. Nic dziwnego, w końcu spędziłyśmy tam razem ponad trzy doby, całe targi przeszłyśmy wzdłuż, wszerz i w poprzek razem, no i podoba nam się (i nie podoba) z grubsza to samo. Moja Gardenia w telegraficznym (czyli fotograficznym) skrócie wyglądała tak:


To my
Ekowyspa - niepowtarzalne budki dla ptaków, nietoperzy, jeży

Woodson - najsympatyczniejsze stoisko na Gardenii. Proszę się od nich uczyć obsługi klienta. I jeszcze od pani z Green Farm, o którym pisałam w poprzednim poście.

Chronos - dla miłośników klasyki. Nie moja bajka, ale potrafię sobie wyobrazić, że na ich produkty jest spore zapotrzebowanie.

A propos rozsady... Multidoniczki taaakie malutkie

Taki właśnie będę mieć żywopłot. Kiedyś...

Byliny Barcikowscy - jedno z najładniejszych stoisk. Mogłabym mieć taki stół, nawet bez tych pięknych przylaszczek japońskich.

Piękny i bestia, czyli cudny wiąz i straszące po nim coś (cytując Anię: koszmar z ulicy wiązów)

Hmmm, zależy co się komu podoba...

Fryszkowscy - pomysłowo i z hasłami na czasie (z drugiej strony samochodu można było przeczytać, że rośliny to najlepsze "urządzenia" antysmogowe)

Oczar-owana Ania. Ja też powąchałam i też się zachwyciłam słodkim miodowym zapachem, ale skończyło się to mocną reakcją alergiczną. Ale gdybym miała gdzie, to bym sobie taki oczar w ogrodzie  posadziła.

Oczar

Magnolie

Gardenia - widok z góry

Kiermasz dzień przed inwazją tłumów. Nabyłam miodunkę, białą jeżówkę (czy z każdych targów muszę wracać z jakąś jeżówką?), monardę niską w kolorze fuksji, tulipany botaniczne podobno ciągle jeszcze nadające się do wsadzenia i białą piwonię doniczkową.

Koppert - trzmiele zapylające do szklarni, tuneli i upraw otwartych. U mnie na szczęście trzmieli nie brakuje.

Pszczelinka - domki dla murarek. Ciekawe, czy u mnie miałyby ochotę i szansę zostać dłużej.

Wokas - najpiękniej opakowane nawozy na świecie. Szkoda tylko, że pan na stoisku nie wie... i w ogóle tym się zajmuje kolega...

Tania siła robocza

Zwierzątka domowe

Educarium - i znowu chce się być dzieckiem

Metalowe dekoracje do ogrodu. Te dmuchawce w tle widzę w nowoczesnym ogrodzie miejskim.

Gotowi na święta

... na każde święta

Pytałam jak to się robi i nie potrafię powtórzyć, ale tak, do produkcji tej biżuterii używane są żywe rośliny :)

 
A teraz bonusik - dla każdego coś miłego. Nie mam co do tego wątpliwości, że każdy z tych produktów znajdzie nabywcę. 
 

Donica disco

Donica pikowana. A jakby komuś było mało to jeszcze kryształki i różyczki.

Dla perfekcyjnej pani domu

Flaming, który będzie mi się śnił po nocach.

Czy ja wiem? W sumie fajny.

Dekoracyjna wełna drzewna. Czy to do pakowania prezentów?

Nie lubię żółtego.



A tak wyglądał ogród pokazowy OSTO. Zupełnie serio przechodząc obok niego pierwszy raz nie zauważyłam, że to ogród. Myślałam, że znowu trafiłam na stoisko Chronosa. Dopiero później przeczytałam o co chodzi. Pomysł fajny, niewątpliwa wartość edukacyjna - jak często możemy zobaczyć labirynt, wgłębnik, trejaż, parter i... cynek (co to do licha jest cynek?). Tylko z wykonaniem coś chyba poszło nie tak...








Strasznie wielkie te targi. Trzeba mieć naprawdę sporo samozaparcia, żeby to wszystko zobaczyć, zwłaszcza jeśli ktoś przyjedzie tylko na jeden dzień. Nie polecam zbierania ulotek, gadżetów i co tam jeszcze wam wcisną, bo potem trzeba to ze sobą nosić. Godzinami. A usiąść nie ma gdzie. Można spróbować w jednym z ogrodów konkursowych, no chyba, że akurat kręcą tam Maję w Ogrodzie.







Usiąść można za to było na 5 Spotkaniu Blogerów Ogrodniczych, które niestrudzenie organizuje Wojtek Wardecki z w-ogrodzie.  Gdyby nie jego niewyczerpana, anielska wręcz cierpliwość, super pozytywna energia i ogromne zaangażowanie w pozyskiwaniu sponsorów to figę z makiem byśmy mieli, a nie blogerskie spotkanie. 




Fajnie było znowu posłuchać Magdy z Barw Ogrodu i Tomka Ciesielskiego Najlepsze moim zdaniem było wystąpienie Pawła Marcinkowskiego dyrektora marketingu i sprzedaży firmy Plantpol. Dawno nie widziałam kogoś, kto z taką pasją potrafi mówić o swojej pracy. Zaprezentował nam rośliny z kolekcji Proven Winners, a na dodatek otrzymaliśmy ankietę i propozycję testowania wybranych roślin. Myślę, że tak właśnie powinna wyglądać współpraca branży ogrodniczej i bloggerów. Z przyjemnością przetestuję smagliczkę Snow Princess, pennisetum Vertigo oraz supertunie Flamingo i Vista.  Na dodatek okazało się, że firma ma siedzibę niedaleko Oświęcimia i w czerwcu organizują dni otwarte. Mam nadzieję, że uda mi się tam wybrać.


Natomiast gość drugiego sponsora, który miał mówić o ziołolecznictwie, a uprawiał niewyszukaną reklamę zakonu Bonifratrów to jednak dla mnie było za dużo. W programie SBO był jeszcze warsztat, w którym nie wzięłam udziału, ale słyszałam, że bardzo go sobie chwalono.  
Reszta jest milczeniem. Co dzieje się w Vegas, niech zostanie w Vegas.

Oficjalne zdjęcie grupowe 5 SBO