niedziela, 5 lutego 2017

Nadzieja ma kolor zielony

Poleniuchowałam trochę w styczniu. Nie chce mi się to chyba najczęstsze słowa jakie w ciągu ostatnich tygodni padały z moich ust i przed tym stanem ducha nie uchowało się nawet blogowe pisanie. Kiedyś trzeba było jednak pozbierać siły po koszmarnym roku 2016, w którym wszystko było nie tak i który z niewypowiedzianą ulgą żegnałam w sylwestrową noc. Nigdy wcześniej fakt, że kończy się rok nie miał dla mnie aż tak symbolicznego znaczenia. Nigdy jeszcze nowy rok nie niósł za sobą tyle nadziei, że przecież teraz musi być już tylko lepiej. I tak sobie po cichutku myślę, że zieloność greenery wybranego na kolor roku 2017, symbolizująca życie, nadzieję, świeże spojrzenie i nowy początek, to nie przypadek.


***

Takiej zimy nie było od lat. Tygodnie mrozu, uroczo skrzypiący pod nogami śnieg, czysta i niewinna biel nawet w środku miasta. Byłoby tak pięknie, gdyby nie fakt, że przy okazji prawie się udusiliśmy w oparach wszystkiego, co szanowny naród postanowił puścić z dymem, żeby sobie podnieść temperaturę. Nie przypuszczałam, że dożyję katastrofy ekologicznej, gdy normy zanieczyszczeń będą przekroczone o setki procent, na zewnątrz będę musiała wychodzić w masce, okna nie otworzę przez kilka tygodni i trzeba będzie inwestować w oczyszczacz powietrza, żeby w ogóle być w stanie spać i jakoś funkcjonować we własnym domu. A to wszystko doprawione wprowadzeniem ustawy dla fanów wycinki drzew i zbrodnią na ostatnim pierwotnym lesie Europy. Kiedy pomyślę, że wycina się moją ukochaną Puszczę Białowieską, a Kraków, w którym mieszkam jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie, to się zastanawiam, że tak powiem, jak żyć?  


*** 


Mrozy i śniegi narobiły mi nadziei na to że przy odpowiednim zaopatrzeniu karmnika wreszcie zobaczę jakieś ptaki w moim ogródku. Ślady na śniegu pozwalały nawet przypuszczać, że chętni szybko się znaleźli. Niestety przez cały styczeń udało mi się wypatrzeć tylko trzech przybyszy: strzyżyka, drozda i kosa u sąsiadów. Zawartość karmnika pozostała nietknięta. 



Strzyżyk

Kos

Drozd


Nie ma drzew, nie ma i ptaków. A nawet gdyby były... 





Nie pozostało mi więc nic innego jak kontemplowanie bożonarodzeniowych dekoracji i zatrzymanego w czasie ogródka, w którym zostawiłam trochę zaschniętych bylin.















Tymczasem grudnik w tym roku okazał się "stycznikiem" i przypomniał mi, że wiosna już blisko.






Czas przejrzeć nasiona, powymieniać je ze znajomymi i nieznajomymi ogrodnikami i zabrać się za planowanie kolejnych zmian w ogródku. Życzę Wam wszystkiego zielonego i byle do wiosny!


W tym roku całkiem sporo nasion wysłałam w świat za pośrednictwem Klubu Pożądanego Nasionka