sobota, 21 marca 2015

Przesilenie wiosenne

Marzec to najlepszy miesiąc na urlop. Nie ciepły środek lata, kiedy wszystko toczy się leniwie i przyjemnie, ale właśnie ten kapryśny marzec, kiedy resztkami sił próbujemy dociągnąć do wiosny. Zamiast odczuwać wiosenny przypływ energii, cały czas chce się spać, siły i ochoty brak, głowa boli, a mięśnie jakieś zwiotczałe po zimie odmawiają posłuszeństwa. Do tego pogoda popada ze skrajności w skrajność, temperatura i ciśnienie szaleją i na dodatek zewsząd atakują wirusy. Podobno istnieje coś takiego jak przesilenie wiosenne, zwane też syndromem zmęczenia wiosennego. Zegar biologiczny każe wtedy odpocząć i zregenerować się po zimie.  Cóż z tego, skoro dziś mało kto może sobie pozwolić na luksus postępowania zgodnie ze swoimi naturalnymi potrzebami.  

W tym roku okoliczności nie pozwoliły na urlop w marcu, mimo, że taki od dawna był nasz plan. Nie udało się więc uciec przed tradycyjnymi marcowymi infekcjami. Najpierw Luby przez cały tydzień mordował się z wirusami, a jak już się z nimi w miarę uporał, w piątek dopadły mnie. Jak na złość właśnie wtedy, kiedy wzięłam dzień urlopu, żeby wreszcie odpocząć, czyli... porobić coś w ogródku. Pogoda cudna, słoneczko się rozszalało, codziennie coś zakwita, a ogródek aż się prosi, żeby wreszcie się za niego zabrać. Moje ulubione sąsiadki łapały się za głowę widząc w jakim stanie plewię rabatki i próbowały najpierw prośbą, a później groźbą :) (powikłań) wygonić mnie do domu. Ale jak tu siedzieć w domu? Zresztą zobaczcie. 


















Pokazały się orliki



Gladiator mężnieje

Co roku mówię sobie, że pozbędę się trzykrotki, ale jakoś ciągle nie mogę się do tego zabrać

Niespodziewajka, sama się przeprowadziła na nowe miejsce razem z iglakiem.

W ogródku pojawia się coraz więcej niespodzianek, bo cebulki wyrastają tam, gdzie miało już ich nie być. Ja swoje, a one swoje. Niektóre musiałam poprzesadzać, ale w wiekszości przypadków bardzo mi się te niespodziewane prezenciki podobają.
A skoro już mowa o prezentach, ostatnio bZuzia zrobiła mi nie lada niespodziankę. Pewnego dnia sasiad przyniósł dostarczoną dla mnie paczkę. Sąsiad, bo żaden listonosz nie jest w stanie zastać mnie w domu. A ten akurat był dość zdesperowany, bo paczka miała adnotację, że należy dostarczyć ją w ciagu 24 godzin. Miała też po każdej stronie staranne oznaczenie, gdzie jest góra, co sugerowało, że w środku jest coś, z czym należy obchodzić się ostrożnie. Po rozpakowaniu moim oczom ukazał się taki widok:



Co niestety oznaczało, że staranne oznaczenia bZuzi zostały przez Pocztę Polską zupełnie zignorowane. Podjęłam więc błyskawiczną akcję ratunkową i maluchy wylądowały w doniczce. Sfatygowane po przejściach, ale jednak całe i zdrowe. Dziś mają się już zdecydowanie lepiej i niedługo będę mogła Wam je pokazać. Gdyby więc ktoś chciał poznać patent na przesyłanie sadzonek, bZuzia ma bardzo dobry sposób.
 



Zupełnie tego nie planowałam, ale okazało się, że wzięłam sobie dzień urlopu nie tylko na przeziębioną pracę w ogródku, ale też na zaćmienie słońca. To się nazywa wyczucie czasu. Wg. Wikipedii następne tak głębokie i widoczne w Polsce ma mieć miejsce dopiero w 2075. 
Nie byłam przygotowana w na taką atrakcję, nie miałam więc odpowiednich "przyrządów" do obserwowania tego niezwykłego zjawiska. Ale od czego ma się sąsiadki. Pani Ula zaopatrzyła nas w przepiękne zdjęcie rentgenowskie czaszki, więc mogłyśmy do woli podziwiać i uwieczniać zaćmienie słońca. 



15 komentarzy:

  1. U nas było bardzo duże zachmurzenie (i spadl snieg), więc kiepsko było widać,
    Wiosna, wiosenka, juz coraz smielej sobie poczyna na Południu! Pięknie ogródek zakwita. Tylko nie zazięb się, bo to zdradliwe ciepełko o tej porze.
    Pozdrawiam, czekając na wiosnę ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas dziś też zrobiło się pochmurno i zimno, wiec dobrze, że jednak wykorzystałam te pierwsze promienie słońca. A zaziębiona już jestem :), więc teraz mogę tylko zdrowieć i czuć się lepiej. Dobrze, że brzydka pogoda, to nie jest mi żal siedzieć w domu. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

      Usuń
  2. Cudną masz wiosnę :) Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Maszko. Pozdrawiam również.

      Usuń
  3. Tych kilka zdań to zupełnie jak o mnie - wzięłam urlop na piątek żeby skorzystać z pogody, odpocząć i popracować w ogródku. Co prawda obyłam się bez wirusów, ale za to z niespodziewaną ...koparką. Przy okazji trafiłam zaćmienie słońca (też bez przygotowania) i oglądałam je przez starą maskę osłonową do spawania ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zabawne :) Czyli ten piątek sam się o urlop prosił i naprawdę nie było innej opcji. Bardzo fajny sprzęt do podziwiania zaćmienia. Trudno wyobrazić sobie coś lepszego. Pozdrowionka.

      Usuń
  4. Witaj, pięknie wiosnę uchwyciłaś! :) Dla mnie też to przedwiośnie to wykańczalnia :). Wakacje w marcu? Nie myślałam o tym wcześniej :) Pozdrawiam~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje w marcu zdarzyło mi się wypróbować już dwa razy i to jest naprawdę genialna opcja. Wracasz po urlopie, a lato ciągle jeszcze przed Tobą. No i można się schować przed wirusami. Pozdrawiam i życzę Ci dużo słońca w Arkadii.

      Usuń
  5. No rozśmieszyłaś mnie z tym rentgenem czaszki do obserwowania zaćmienia :))) Fajnie gdy ma się takie sąsiadki jak Twoje!
    Patentu (jak widać) na przesyłanie roślinek jeszcze nie mam, ale myślę, że jeszcze parę przesłanych sadzonek i do jakichś wniosków dojdę ;) Tak czy siak szafirki raczej ten eksperyment przeżyją. Przecież nie mogłam pozwolić, żeby Twój był taki samotny...
    Bardzo mnie ciekawi co to jest to cudeńko "niespodziewajka"- bo mocno ładne?!
    Zdrówka Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta niespodziewajka to cebulica syberyjska (scilla siberica). W zaszłym roku rosły pod iglaczkiem, który został wyeksmitowany w inne miejsce. Sama już nie pamiętam, czy cebulek po przekopaniu nie udało nam się znaleźć, czy też schowałam je tak dobrze, ze nie mogłam znaleźć. tak czy inaczej jesienią ich nie sadziłam. Niespodzianka jest wiec ogromna. Posadziłam za to trochę nowych, kolorowych cebulic. ale jeszcze ich nie widać.
    A Twój patent jest znakomity. Wszystkie szafirki przeżyły i mają się dobrze. Już zaczyna się niebieskość pokazywać :D Tak się zastanawiam, czy przesłanie sadzonek po prostu zakopanych w lekkiej ziemi nie jest metodą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczne zdjęcia! W końcu wiosna! Bo myślałam że nigdy nie nadejdzie... Co do urlopu to przydałby się, niestety u nas również nie ma na to czasu i będzie ale w maju :) Więc jeszcze trochę poczekam.
    Pozdrawiam i zapraszam również do mnie: www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna już rozgościła się na dobre. Nareszcie można poszaleć w ogródku z aparatem. A do maja niedaleko, wiec jeszcze troszkę cierpliwości.
      Za zaproszenie dziękuję.

      Usuń
  8. A ja mam właśnie urlop w marcu - oczywiście na pracę w ogrodzie ;) Rozumiem więc Twój zapał mimo choroby ;) Moje chłopaki oglądały zaćmienie przez maskę spawalniczą, no ale u nas to prawie podstawowe wyposażenie domu :D Ja siedziałam w pracy, ale też co nieco udało mi się zerknąć. Jakoś szczególnie mnie nie ruszyło zaćmienie, bo już jedną nogą na urlopie byłam i plan działania układałam w głowie. U mnie przesilenia wiosennego zdecydowanie brak. Raczej szybsze krążenie soków po organizmie odczuwam - jak roślinki :D Teraz też ostatni łyk herbaty i pędzę do ogrodu - bo jutro ponoć jakieś deszcze nadciągną :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy urlop jaki można sobie wyobrazić. Cieszę się, że Ci tak wiosenne soki krążą :) Oj pewnie niezłe będą tego efekty. Ja tymczasem wylądowałam na L4 i próbuję doprowadzić się do porządku. Tyle roboty w domu i w ogródku, słońce świeci jak w środku lata, a tu siły brak, energii brak, apetytu brak. Musiałam zupełnie sobie odpuścić, bo zdecydowanie nastąpiło zmęczenie materiału ludzkiego :) Więc podziwiam tylko to wszystko, co z ziemi wyłazi i nie mogę się nadziwić ile tego na jesień wsadziłam...
      PS. Musze się zaopatrzyć w taka maskę spawalniczą na 2075 ;)

      Usuń
    2. Skoro nie masz siły kiwnąć palcem, to planuj w główce co i jak w warzywniku ;) Mi to bardzo humor poprawiało i sił dawało jak w szpitalu na zabiegu byłam i potem jak mnie rozłożyło ;) Niech Ci choroba szybko minie, to może jeszcze końcówkę L4 uda Ci się w ogrodzie wykorzystać!

      Usuń