niedziela, 15 czerwca 2014

Mariaż poziomki z indykiem

Gotuję, bo lubię. Jakiś czas temu odkryłam nawet, że gotowanie (tak jak i "ogródkowanie") najzwyczajniej na świecie mnie uszczęśliwia. Pewnie dzieje się tak dlatego, że najczęściej "kuchmacę" sobie tylko w weekendy. Od poniedziałku do piątku daję się pochłonąć pracy. Głodna i zestresowana, więc niespecjalnie zadowolona. Zawsze kusiła mnie wizja kobiety pracującej, ambitnej, niezależnej, robiącej karierę... Teraz nagle atrakcyjna wydaje mi się pełnoetatowa rola pani domu. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma... Staram się wypracować tu jakiś stan równowagi. Czasami się udaje, czasami kończy się spektakularna klapą.

No ale wróćmy do gotowania. Gdzieś to lato znowu się zgubiło i trzeba było znaleźć jakiś sposób, żeby je sobie przypomnieć. A gdzie lepiej to zrobić w taki zimny i pochmurny dzień jak nie w kuchni? Aż się prosi o jakieś truskawkowe smakołyki. Klasyczna tarta z truskawkami i galaretką już została pochłonięta.  Nie zamieszczę tu przepisu, bo zamiast zrobić tak, jak zawsze, zrobiłam według jakiegoś przepisu z gazety. I tarty, która z tego wyszła, raczej nie polecę (nie wiem jak to jest możliwe, ale wyszło mi twarde kruche ciasto).  Na szczęście truskawki z galaretką zawsze się obronią. 

W mojej rodzinie zawsze gotowało się dość standardowo. Jak mięso to z solą, pieprzem i warzywami. Jak owoce, to jako deser, w najlepszym wypadku jako składnik pierogów. Nie do pomyślenia było łączenie mięsa z owocami. Nawet schab ze śliwką wydawał się ekstrawagancją, nie mówiąc już o kaczce z jabłkami. Kiedy mieszkałam we Włoszech  i uczyłam się tajników tamtejszej kuchni, ciągle trzymałam się tej zasady. W sumie dopiero całkiem niedawno, kiedy zaczęłam śledzić programy kulinarne i otaczać się kulinarnymi książkami oraz gazetami, zaczęłam gotować opierając się głównie na produktach sezonowych, a co za tym idzie wypróbowywać je we wszelkich możliwych konfiguracjach. 

Zeszłego lata po raz pierwszy spróbowałam kombinacji mięsa i truskawek. Była to wołowina z truskawkami w sosie balsamicznym w wykonaniu mojego lubego (widząc jego eksperymenty kulinarne zaczynam rozumieć dlaczego to głównie mężczyźni są szefami kuchni). Dziś naszła mnie ochota na coś podobnego. Niewyczerpanym źródłem kulinarnych inspiracji jest dla mnie Kwestia Smaku i tam odsyłam po oryginalny przepis. Moja wersja oczywiście została zmodyfikowana. Przede wszystkim wybrałam indyka, bo od pewnego czasu staram się ograniczać ilość tuczonych kurczaków w naszym menu. Zamiast truskawek użyłam poziomek, a sos zrobiłam na ciepło.



Indyk w balsamicznym sosie poziomkowym

Składniki dla 2 osób:

• 300 g filetów z indyka

Marynata do indyka

• sól i pieprz
• 2 papryczki peperoncino roztarte w moździerzu  (bez ziarenek)
• kilka gałązek rozmarynu
• 4 łyżki oliwy extra vergine
• sok i starta skórka z 1 limonki


Balsamiczny sos poziomkowy

• 5 łyżek octu balsamicznego
• 1 łyżka miodu
• 2 łyżki cukru trzcinowego
• 2 łyżki soku z limonki
• sól i pieprz
• szklanka poziomek
• gałązka rozmarynu


Wszystkie składniki marynaty trzeba dokładnie wymieszać, natrzeć nią indyka i odstawić do lodówki na co najmniej godzinę, a najlepiej jeszcze dłużej.
Kiedy zamarynowany indyk powędrował już do lodówki, w niewielkim rondelku, postawionym na słabym ogniu, mieszamy ocet balsamiczny, sok z limonki, miód i cukier, szczyptę soli i pieprzu oraz połowę poziomek. Dodajemy gałązkę rozmarynu i gotujemy chwilę, aby poziomki przybrały konsystencje musu. Dokładnie mieszamy i wyłączamy gaz. Sos powinien odpocząć, aby wszystkie smaki mogły się połączyć.
Kiedy jesteśmy już bardzo głodni, grilujemy indyka, podgrzewamy sos poziomkowy i na sam koniec dodajemy do niego resztę świeżych poziomek.


Podajemy jak kto lubi. Mnie pasował do tego szpinak.


4 komentarze:

  1. Wpraszam się na obiadek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, jak tylko będziesz w Krakowie :)

      Usuń
  2. Ten sos do mnie przemawia. Lubię owocowe sosy do mięs. Od lat robię taki z suszonych śliwek. Często dodatkiem do mięsa jest też oczywiście żurawina i granaty. Poziomka nigdy mi nie przyszła do głowy ale to może być przebój.Akurat obrodziły licznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z granatem nie próbowałam, ale brzmi intrygująco. Kuchnia to jednak jedna z dziedzin sztuki. Genialna, bo angażuje tyle zmysłów naraz.

      Usuń