Jednym z moich pomysłów na ogarnięcie sycylijskich klimatów było napisanie, prywatnego, subiektywnego, sycylijskiego słownika. W czasie podróży zaczęłam już nawet spisywać sobie hasła. Uległam jednak klimatowi wyspy i został z tego sycylijski chaos i lista, która dostarczy mi tematów na następnych kilka miesięcy.
Słownik miał się zaczynać od słowa arancia, czyli pomarańcza. Pewnie wszyscy słyszeli o wyjątko słodkich, czerwonych, sycylijskich pomarańczach. Akurat z tymi najczerwieńszymi (nazywanymi sanguinelli, czyli krwistymi) się nie spotkałam, ale musicie mi uwierzyć, że świeży sok z sycylijskich pomarańczy nie ma sobie równych. U nas niestety prawie nie można ich dostać.
Maj zdecydowanie nie jest miesiącem kiedy można jakoś wyjątkowo rozsmakować się w tych owocach. Najsłodsze i najsmaczniejsze włoskie pomarańcze zrywane są w grudniu (może dlatego za komuny na Boże Narodzenie pomarańczy w Polsce nie brakowało). W maju drzewka pomarańczowe pokryte są kwiatami i małymi, zielonymi owockami. Wydaje mi się, że te dojrzałe to niedobitki z zeszłego roku. Zastanawiałam się jak to możliwe, że takie drzewko potrafi mieć jednocześnie pąki, kwiaty, zawiązki owoców i owoce zupełnie dojrzałe.
Zapachu kwiatów pomarańczy moim zdaniem nie da się z niczym porównać. Jest
jednocześnie upojnie słodki i ciepło-gorzki. Obłędny! Nie wiem dlaczego Włosi
nie wezmą przykładu z Marokańczyków i nie sprzedają na hektolitry wody z kwiatów
pomarańczy. W każdym razie ja się na coś takiego nie natknęłam, a stanęłabym pierwsza w kolejce, żeby tylko przywieźć ją do domu.
Na Sycylii rosną też jedne z najlepszych pistacji na świecie pistacchi di Bronte. Bronte (nie wiem jak Wam, ale mnie ta nazwa kojarzy się od razu z Wichrowymi Wzgórzami) to gmina i miejscowość leżąca na zboczu Etny, niedaleko Katanii. Rosnące tam pistacje mają kolor... pistacjowy (choć Sycylijczycy twierdzą, że jest on szmaragdowy). Brzmi to może dziwnie, ale zastanówcie się czy kiedykolwiek widzieliście pistacjowe pistacje. Ja uświadomiłam sobie, że nie. A te z Bronte mają taki właśnie niesamowity kolor i smak, którego nie miały żadne pistacje, które jadłam wcześniej.
| Jeśli mamy na zbyciu pistacjowe pistacje, to możemy sobie upiec taka śliczną bułeczkę |
Ze względu na swoje wyjątkowe pochodzenie i właściwości pistacje te mają oznaczenie DOP (Denominazione di Origine Protetta po naszemu Chroniona Nazwa Pochodzenia). W Polsce ciągle jeszcze mało się o tym i podobnych oznaczeniach mówi (choć niektóre telewizyjne show kulinarne dzielnie przecierają szlaki i chwała im za to). Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć więcej na ten temat to można zajrzeć tutaj.
Pistacje są drogie, a te z Bronte szczególnie i wreszcie dowiedziałam się dlaczego ich cena tak bardzo się rożni od innych "skorupkowych". Otóż drzewko pistacjowe owocuje raz na dwa lata. Po owocowaniu potrzebuje całego kolejnego roku na odpoczynek. Może więc pistacje zasługują na to, żeby nazywać je szmaragdami. Na Sycylii przygotowuje się z nich słodycze, alkohole, a także przepyszne pesto.
Do Bronte niestety nie dotarłam nie mam więc zdjęć drzewek pistacjowych. Ale za to mam dla Was mandorle (czyli migdały). Moim wielkim odkryciem jest smak zimnego mleczka migdałowego. Pewnie w Polsce też można je dostać, ale ja nigdy wcześniej nie próbowałam.
Kolejnym owocem charakterystycznym dla sycylijskiego pejzażu jest nespolo, czyli nieszpułka. Mnie smak nie zachwycił, ale chyba jadłam niedojrzałe owoce, bo były dość kwaśne. W smaku przypominały śliwki.
Zachwyciły mnie piękne drzewa morwowe, ale na owoce się nie skusiłam.
Najbardziej egzotyczny owoc na Sycylii to chyba fico d'India/ficodindia. Można by to przetłumaczyć jako figa indyjska. U nas owoc znany jest jako opuncja figowa (np. jako składnik herbatek). Roślina ta, bardzo dziś popularna w basenie Morza Śródziemnego, pochodzi z Ameryki Południowej i nie ma nic wspólnego z Indiami. Włoska nazwa odnosi się do czasów wielkich odkryć geograficznych, kiedy dzielni podróżnicy byli ciągle jeszcze przekonani, że dotarli do Indii. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak wyglądają owoce odsyłam do Wikipedii, bo w maju owoców oczywiście jeszcze nie ma. Gdyby Wam się kiedyś zdarzyło mieć z tymi owocami do czynienia, pod żadnym pozorem nie dotykajcie ich gołymi rękami, dopóki nie są obrane. Wyglądają niewinnie, ale pokryte są niezliczoną ilością miniaturowych, miękkich kolców. Kilka lat temu przypłaciłam takie spotkanie i nieposkromioną ciekawość wielogodzinnymi próbami usunięcia tych kłujących niteczek i kilkudniową opuchlizną. Na Sycylii można zobaczyć ogromne pola takich kaktusów. Stare egzemplarze wydają się pokryte korą i dość często są wykorzystywane do upamiętnienia swojej obecności (w stylu naszego "tu byłem") oraz wyznawania uczuć (coś jak A+M=WM).
Nieznanym u nas owocem jest cedro czyli cedrat albo cytron. Wygląda jak wielka, pomarszczona cytryna. W smaku jest od niej mniej kwaśny, raczej gorzki. Ma bardzo grubą skórkę doskonałą do kandyzowania i w zasadzie w takiej formie spotyka się go najczęściej.
No i wreszcie owoc, który miał być głównym bohaterem tego posta: limone, czyli dobrze nam znana, poczciwa cytrynka.
| Ja takie chcę do mojego ogródka! |
Sycylijskie cytryny pachną tak, że aż miałoby się ochotę je ugryźć. Nie mogłam się oprzeć i próbowałam zabrać do domu jakieś dwa kilogramy cytryn zebranych prosto z drzewa. Niestety nie przetrwały ważenia bagażu i z większością z nich musiałam się pożegnać. Zdecydowanie nie lubię latać samolotami! Jak już pojedziemy tą ciężarówką po ceramikę, to ja zamawiam specjalne miejsce na cytryny.
| Limoncello, mandarinello, arancello, crema di pistacchi, crema di mandorla i inne cuda |
Udało mi się dowieźć do domu całe trzy dorodne sztuki. Uparłam się, bo miałam w planie próbę samodzielnego zrobienia limoncello. We Włoszech często spotykałam się z tym pysznym likierem, robionym w domu przez właścicieli restauracji i trattorii. Doszłam więc do wniosku, że skoro jest tak pospolite, to zrobienie go nie może być trudne. Okazało się, że najtrudniejszym krokiem jest zdobycie odpowiednich (czyli nie pryskanych, pachnących) cytryn. Ale o tym napisze już w kolejnym poście, bo znowu zrobiło się baaaaardzo późno.