środa, 11 czerwca 2014

Zielony Kącik Badawczy (3). Początki lata w warzywniku

Przeglądając dziś moje ostatnie ogródkowe posty jak zwykle nasunęła mi się refleksja, że każdy dzień, każdy tydzień przynosi w ogrodzie tyle zmian, że aż trudno za nimi nadążyć.

Trzy tygodnie temu wydawało mi się, że w warzywniku wszystko niesamowicie urosło.


Dziś ta niewielka próbka warzywno-kwiatowych rozkoszy podniebienia ledwie się w nim mieści.







Doczekałam się pierwszych zbiorów w ramach testowania angielskich eko nasion z Zielonym Kącikiem Badawczym. Groszki Sugar Pea Norli dawno przekwitły i ich słodkie, soczyste strąki nadają się już do jedzenia.
 



Buraczki Barbabietola di Chioggia i fenkuły Romanesco zmężniały i wyglądają bardzo obiecująco.






Zaeksperymentowałam w tym roku z bobem, który zupełnie nie wpisuje się w estetykę osiedlowego ogródka i wprowadza w kompozycję mojego warzywnika totalny chaos. Ale ponieważ dla mnie jest prawdziwym letnim rarytasem, postanowiłam zobaczyć jak się w takich okolicznościach sprawdzi. Było pięknie dopóki nie wyczaiły go mszyce. Nie zdążyłam znaleźć żadnej przekonującej i jednocześnie nieinwazyjnej metody walki z nimi, więc bób zostawiłam mszycom na pożarcie. Wyglądało to na tyle nieprzyjemnie, że właściwie podjęłam już decyzję o pożegnaniu się z nim i nawet jeden krzaczek (hmmm, czy można bób nazwać krzaczkiem?) kilka dni temu wyrwałam.  Dziś miałam zamiar rozprawić się z resztą, ale okazało się, że mszyce jakby znikły, a ja do tej pory nie zauważyłam, że coś z tego bobu jednak będzie. Niewiele, ale wystarczy na piękną, letnią sałatkę.


W zeszłym roku poniosłam sromotną porażkę w uprawie cukinii, którą po okresie bajecznego kwitnienia pożarł jakiś grzyb. Zeszłoroczna cukinia pochodziła z rozsady z dobrych rąk i rosła w warzywniku. W tym roku wyhodowałam ją sobie z nasionka (z dziesięciu wzeszły mi tylko trzy, a ostatecznie przeżyła tylko jedna). Doszłam do wniosku, że tej poprzedniej zaszkodził nadmiar wilgoci, więc tegoroczną wsadziłam do drewnianej donicy i jak lało trzymałam pod dachem. Jak narazie efekt jest trochę lepszy.



Podobnie rzecz się ma z truskawkami. Wsadziłam kilka do warzywnika i kilka do doniczek. Te drugie mają się zdecydowanie lepiej i pięknie owocują. Z tych warzywnikowych nic nie będzie, bo Luna upodobała sobie ich okolicę zamieniając ją w... kuwetę na świeżym powietrzu :(

Na tym zdjęciu sprzed tygodnia wyglądają jeszcze dobrze, ale dziś z owoców już nic nie zostało, a listki są zmaltretowane.



Z kolei  poziomka, która w zeszłym roku rosła w doniczce, a na zimę trafiła do gruntu, w tym roku owocuje znakomicie.



W ramach eksperymentów wyhodowałam sobie z nasion cała masę bakłażanów. To, ile ich wyrosło przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cała masę porozdawałam. Trzy przesadziłam do warzywnika, ale w ogóle nie rosną. Reszta nieźle sobie radzi w szklarenkach, ale mam zamiar je przesadzić do skrzynki.

Luby zaś zażyczył sobie melona. Wydawało mi się to kiepskim pomysłem, ale w sumie czemu nie. Wsiałam, wyrósł i nawet zaczyna kwitnąć. Kto wie, kto wie...